Wizyt:
Dzisiaj: 173Wszystkich: 89020
Ostatnie orędzie

 

 

25 września  2019r.

Drogie dzieci! Dzisiaj wzywam was, abyście się modlili w moich intencjach, abym wam pomogła. Dzieci, módlcie się na różańcu i rozważajcie tajemnice różańcowe, bo i wy w swoim życiu przechodzicie przez radości i ból. W ten sposób tajemnice [różańcowe] przemieniacie w swoje życie, bo życie jest tajemnicą dopóki nie oddacie jej w Boże ręce. Tak przeżyjecie doświadczenie wiary niczym Piotr, który spotkał Jezusa i Duch Święty wypełnił jego serce. Kochane dzieci i wy jesteście wezwani, by dawać świadectwo żyjąc miłością, którą was Bóg z dnia na dzień otacza [poprzez] moją obecnością. Dlatego bądźcie otwarci i módlcie się sercem w wierze. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie. ”

2 września 2019r.

„Drogie dzieci! Módlcie się! Każdego dnia odmawiajcie różaniec – ten wieniec różany, jaki mnie jako Matkę łączy bezpośrednio z waszymi bólami, cierpieniami, pragnieniami i nadziejami. Apostołowie mojej miłości, jestem z wami dzięki łasce i miłości mojego Syna i proszę was o modlitwy. Świat tak bardzo potrzebuje waszych modlitw, aby dusze mogły się nawrócić. Otwórzcie wasze serca z pełnym zaufaniem przed moim Synem, a On zapisze w nich krótkie podsumowanie swojego słowa – a jest nim Miłość. Żyjcie w nieprzerwanej łączności z najświętszym Sercem mojego Syna. Moje dzieci, jako Matka, mówię wam, że nadszedł najwyższy czas, aby uklęknąć przed moim Synem, wyznać, że On jest waszym Bogiem – centrum waszego życia. Przynieście mu dary, to, co On kocha najbardziej, czyli miłość do bliźniego, miłosierdzie i czyste serce. Apostołowie mojej miłości, wiele z moich dzieci nie uznaje jeszcze mojego Syna za swojego Boga, to ci, którzy jeszcze nie poznali Jego miłości. Wy jednak sprawicie, poprzez wasze modlitwy, wypowiadane czystym i otwartym sercem, z darami, które ofiarujecie mojemu Synowi, że nawet najtwardsze serca się otworzą. Apostołowie mojej miłości, moc modlitwy serca – potężnej modlitwy pełnej miłości – przemienia świat. Dlatego, moje dzieci, módlcie się, módlcie się, módlcie się. Ja jestem z wami. Dziękuję wam. ”

 

Więcej>>>

 

 

 

 

Medytacja

Słowo Boże » Medytacja

Zanurzeni w nurtach miłosierdzia
medytacja biblijna na 28 niedzielę zwykłą – 13 października 2019

Stanę w Bożej obecności.
Wprowadzenie 1: obolały i zmęczony zanurzam się w falach ciepłego morza – odczuwam wchodzę w tajemnicę Bożego miłosierdzia. Takie to proste, a komplikujemy.
Wprowadzenie 2: prosić o łaskę zanurzenia w Bożym miłosierdziu.

Na początek przeczytam tekst ewangelii: Łk 17,11-19

Stało się, że Jezus zmierzając do Jerozolimy przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami. Na ich widok rzekł do nich: Idźcie, pokażcie się kapłanom. A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec. Do niego zaś rzekł: Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła.


Zanurzenie

Pamiętając historię Naamana, wodza syryjskiego (2 Krl) wiemy, że był on trędowaty. Posłany do Izraela z listem od swego króla został potraktowany jako prowokacja do wojny. Jednak zadziałał prorok, który kazał chorego przysłać do siebie. Zanurzeni w nurtach historii ludzkości dostrzegamy, że płynie ona, a my tylko jej jakże mały kawałeczek znamy. Zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy w niej zanurzeni po uszy. Wyjście z tego nurtu oznacza śmierć.

Kontynuując samą historię wiemy, że Naaman zdenerwował się z dwóch powodów. Po pierwsze, ten opisany, a mianowicie wybrzydzał rzekami ziemi świętej, bo jego były większe i obfitsze w wodę. Po drugie, chyba ukryty, ale realny to pycha tego żywota, wszak prorok nawet nie raczył wyjść do niego. Jeśli połączymy oba powody, to możemy tylko podziękować, że miał tak wiernych i mądrych przybocznych, którzy to przekonali go do obmycia w wodach Jordanu. Efekt jest znany. Kiedy zanurzył się siedem razy w Jordanie, według słowa męża Bożego to ciało jego na powrót stało się jak ciało małego dziecka i został oczyszczony. Wymowa biblijna owych siedmiu razy jest dobrze znana.

Przełóżmy to w prostocie serca na nurty miłosierdzia Bożego i zaproszenie, które Pan Jezus skierował do nas przez s. Faustynę. Cóż wielkiego mamy czynić? Góry przenosić? Prostota modlitwy poraża. Czy stajemy się menadżerami od nagłych spraw, ciągle w biegu, ciągle w wielkich sprawach? Tony ziemi chcemy przerzucać, a tu trzeba wziąć jej garść i w sercu nosić, by służyć tylko Panu. Zanurzajmy się i nie próbujmy nawet wymyślać jakiś darów wdzięczności. Miłosierdzie bowiem jest darem darmo danym!


Krzyk

Niechże więc rozlega się krzyk. Wołanie o miłosierdzie dla nas i dla całego świata. Nie musimy robić manifestacji czy nie wiadomo czego. Trzeba zacząć wytrwale „bombardować” niebo, trzeba szturmować tron niebieski nie dla wywołania wojny, ale by objawiło się królestwo Boże. Jesteśmy trędowaci w tym świecie. Nie jesteśmy akceptowani przez mentalność tego świata. Co próbujemy robić? Wkupić się w łaski świata i przegrywamy, bo upodobniamy się do niego, a więc giniemy w tłumie. Prorok nie pojawił się przed celebrytą ówczesnym. Nie szukał podpisu czy słodziutkiej fotki. Nie wziął od uzdrowionego żadnego podarku.

Miłosierdzia nie da się kupić. Miłosierdzie można wymodlić! Tak jak to nieustannie czyni Matka Pana i cały dwór niebieski. Czyż nie prosi o wytrwałość na modlitwie? Zapominamy, że zbierając kroplę do kropli „nakapać” się da całe pojemniki? Niech płynie nurt modlitwy codziennej, cichej, wytrwałej. On połączy się z nurtem miłosierdzia, który nieustannie wypływa ze zdrojów Bożego Serca.

Warto rozważyć jeden element owego krzyku. Wydaje się być krzykiem z daleka. Bo nie mogli się zbliżyć. Odległość nie przeszkadza, bo modlitwa nie nosi w sobie ograniczeń przestrzennych czy czasowych. Wołając z jednego stoku góry wiemy, że głos dociera do doliny i na drugą stronę. Głos się niesie. Modlitwa się niesie. Im częściej i wytrwalej powtarzana tym lepiej. I w końcu dochodzi się do tego, że płynie nurtem modlitwy serca czyli nieustannie. Człowiek oddycha miłosierdziem, o które prosi, syci się nim jak pokarmem. A więc spełnia się to, do czego jesteśmy zaproszeni – latarnia zaczyna świecić Bożym światłem, a sól Boża dodaje smaku światu i przemienia go.


Być wdzięcznym

Ktoś powie, że dar wdzięczności jest czymś naturalnym, a prorok go odrzucił. Idzie ciągle o to, by odnosić wszystko do Boga, by być wdzięcznym, a nie składać podarki. Chrześcijanin – trędowaty – ma być człowiekiem wdzięcznym. Wołam o litość (miłosierdzie) i widzę, że otrzymuję. Kiedy? Drogę czyniąc. Poszli do tych, co mogli orzec fakt uzdrowienia i… nawet się nie zorientowali, że zostali oczyszczeni.

Bez posłuszeństwa Bożemu nakazowi nie będzie wdzięczności. Bo będzie albo niezadowolenie, albo też przypisywanie sobie. Stąd nie chodzi o dary wdzięczności. Wota składane są wyrazem serca, „znakiem” wysłuchanego wołania. I tylko wtedy mają sens, i tylko wtedy są na swoim miejscu.

Bycie wdzięcznym to na pierwszym miejscu dostrzeżenie, że jestem uzdrowiony. A potem przybiegnięcie do Pana i chwalenie Boga, uwaga, donośnym głosem. Modlitwa o miłosierdzie prowadzi do zanurzenia się w nim i uwielbienia Tego, który jest bogaty w miłosierdzie. Wtedy usłyszymy piękne słowa: Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła.

o. Robert Więcek SJ